W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Drukuj

  

Rozmowa z Henrykiem Dąbrowieckim z Dydni, pomysłodawcą Rajdu Rowerowego „Błękitną Wstęgą Sanu”, wieloletnim, społecznym działaczem, trenerem i pasjonatem sportu. 

henryk 11

Marek Szerszeń: Za nami XII Rajd Rowerowy „Błękitną Wstęgą Sanu”. Jak Pan oceni tegoroczną edycję imprezy?

Henryk Dąbrowiecki: W tym roku regulacje prawne dotyczące organizacji takich imprez, a związane z pandemią, spowodowały, że rajd musieliśmy przekwalifikować jako piknik. Poza tym jednak nic się nie zmieniło. Zarówno wcześniejsze edycje, jak i tegoroczna organizowana była w oparciu o podobny regulamin. Trochę plany pokrzyżowała nam pogoda, gdyż pierwotnie impreza miała odbyć się tydzień temu. Także i dzisiaj, tj. 3 lipca nie było z tym najlepiej, ale mimo niesprzyjającej aury udało się wszystko sprawnie przeprowadzić.  

Dobre nastroje uczestników oraz doskonała atmosfera pokazują po raz kolejny, że ludzie chętnie korzystają z takiej formy rekreacji i przyjeżdżają tu do Krzemiennej.

Przez 12 lat jako organizatorzy – Powiatowe Zrzeszenie LZS w Brzozowie wzbudziliśmy zaufanie wielu ludzi zainteresowanych turystyką rowerową. Dla przyjeżdżających tutaj kuszące jest to, że wszystko odbywa się w otoczeniu wspaniałej przyrody doliny Sanu, Pogórza Przemyskiego i Pogórza Dynowskiego. Widzimy, że istnieje duża grupa osób, która w naszych rajdach uczestniczyła wielokrotnie. Są to osoby, które już się znają. To oni tworzą niepowtarzalną atmosferę i nadają imprezie specyficzny charakter. Właśnie takich uczestników często gościmy, ludzi pogodnych, uśmiechniętych, życzliwych, wyrozumiałych i takich też staramy się zapraszać na kolejne edycje.

Cofnijmy się o kilkanaście lat, do roku 2010. Jak to się stało, że przyszedł Panu do głowy pomysł na organizację takiego przedsięwzięcia?
Kiedy w roku 2000 przeszedłem na emeryturę postanowiłem, że na miarę sił i zdrowia będę osobą aktywną, a ponieważ z tej okazji otrzymałem od najbliższych wspaniały prezent w postaci roweru, więc stało się rzeczą oczywistą, że dość często zacząłem jeździć po najpiękniejszych trasach Dydni i okolicznych miejscowości. Wtedy też często spotykałem rowerzystów w różnym wieku, niejednokrotnie  całe rodziny i wpadł mi do głowy pomysł, by do kalendarza działalności Powiatowego Zrzeszenia LZS w Brzozowie wprowadzić imprezę o takim charakterze. Zaakceptował to Zarząd Zrzeszenia na czele z jego Przewodniczącym Bronisławem Przyczynkiem i rajd pod nazwą „Błękitną Wstęgą Sanu” wszedł na stałe do corocznego kalendarza, a po kilku latach stał się jednym z jego najważniejszych punktów.

Idea przeprowadzania rajdu okazała się niezwykle trafna. Z roku na rok przybywało uczestników, a i organizacja rajdu stała na coraz wyższym poziomie.

Początki były trudne. Brak doświadczenia przy organizacji tego typu imprez, małe zainteresowanie, brak należytego wsparcia ze strony działaczy, instytucji i urzędów oraz skromne środki finansowe nie ułatwiały nam sprawy. Jednak z roku na rok to się zmieniało. Przede wszystkim zwiększała się liczba uczestników, a za tym poszło zainteresowanie ze strony sponsorów, współorganizatorów, sympatyków i wolontariuszy. Wszystko to ułatwiło nam przygotowanie oraz przeprowadzenie poszczególnych edycji na zdecydowanie lepszym poziomie organizacyjnym.

Chyba nie mylą się ci, którzy mówią kolokwialnie, że „Błękitna Wstęga Sanu” to Pana dziecko. Jest Pan z tego dumny?

Henryk 5

Tak i to bardzo. Najbardziej dumny jestem z tego, że rajd z roku na rok staje się imprezą bardziej znaną i popularną. W tym miejscu chciałem podziękować tym, którzy od początku jego istnienia byli przy tym przedsięwzięciu i w różny sposób je wspierali. Należy tu wspomnieć o Zygmuncie Błażu – byłym Staroście Brzozowskim, właścicielach Zajazdu u Schabińskiej w Krzemiennej, działaczach PZ LZS w Brzozowie – Przewodniczącym Bronisławie Przyczynku, Zofii Czech, Waldemarze Buczku, Adamie Śnieżku, Bolesławie Kosturze. W organizacji rajdu niejednokrotnie pomagali też Henryk Kostka i Kazimierz Barański oraz DARMED Brzozów czy Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania „Ziemia Brzozowska”. W ostatnich latach bardzo mocno do organizacji włączył się MOSiR w Brzozowie na czele z Dyrektorem Bogdanem Dytko. To tak naprawdę dzięki nim ta impreza przetrwała i jak widać w chwili obecnej ma się dobrze.

Rajd to jedna z wielu imprez rekreacyjno - sportowych, której organizacji podjął się Pan w swej bogatej, społecznej działalności. Jeśli miałby się Pan pochwalić, to o czym należałoby jeszcze wspomnieć? 

Całe moje dorosłe i zawodowe życie spędziłem na terenie gminy Dydnia. W latach 1969-1974 byłem nauczycielem w Szkole Podstawowej w Obarzymie, gdzie mimo trudnych warunków bazowych uczniowie z sukcesami uprawiali siatkówkę, biegi przełajowe oraz sporty zimowe. Szerszą działalność rozpocząłem, gdy zostałem przeniesiony do „podstawówki” w Dydni. Lepsze obiekty i duże zainteresowanie młodzieży umożliwiły rozwój takich dyscyplin jak piłka nożna, piłka ręczna, lekkoatletyka, saneczkarstwo, narciarstwo oraz łyżwiarstwo. Wspólnie z nauczycielami z innych szkół organizowaliśmy zawody w tenisie stołowym, siatkówce czy turniej Piłkarska Kadra Czeka. W ramach działającej przez 15 lat Rady Gminnej LZS odbywały się też turnieje sportowe wsi i gmin. Przez lata działalności trochę więc tego było.

Społeczna praca w lokalnych strukturach Polskiego Związku Piłki Nożnej, Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych czy Związku Harcerstwa Polskiego pokazują najdobitniej, że sport w Pana życiu odgrywał i odgrywa niebagatelną rolę.

Zgadza się. Tak się złożyło, że ze sportem związany byłem i jestem niemalże całe życie. Zawsze się nim interesowałem, w młodości uprawiałem lekkoatletykę i siatkówkę. Będąc nauczycielem wychowania fizycznego oraz Komendantem Hufca ZHP w Dydni sport i rekreacja były wpisane w moje życie. Od 1976 roku byłem członkiem Prezydium Wojewódzkiego Zrzeszenia LZS w Krośnie, gdzie w latach 1995-1999 pełniłem funkcję Wiceprezesa. Od momentu przejścia na emeryturę poświęciłem się szkoleniu młodych piłkarzy. W tym celu ukończyłem kurs instruktorski i zdobyłem licencję trenera, szkoląc orlików, trampkarzy i juniorów w Dydni, Jabłonce i Grabówce, a także seniorów w Niebocku. We wszystkich tych klubach pracowałem zawsze społecznie. W międzyczasie powołany zostałem w skład Zarządu OZPN Krosno, gdzie w latach 2004-2012 pełniłem funkcję Wiceprezesa. W latach 2011-2016 wybrany zostałem w skład Zarządu Podkarpackiego ZPN w Rzeszowie. Aktualnie od ponad 20 lat działam w strukturach Powiatowego Zrzeszenia LZS w Brzozowie.

Działalność społeczna w wielu klubach, prowadzenie zajęć sportowych czy treningów z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Były sukcesy?

W swojej karierze pracowałem we wszystkich klubach działających na terenie gminy Dydnia. Szczególnie zajęcia z najmłodszymi adeptami piłkarstwa dawały mi dużo satysfakcji i sprawiały ogromną radość. U mnie zawsze tak było, że wychowankowie traktowali swe obowiązki bardzo solidnie, dlatego też pojawiały się liczne sukcesy. M.in. z „Orlikami” Dydnia wygrywaliśmy dwukrotnie w latach 2004-2006 klasę „O” orlików przy OZPN w Krośnie, czy  też liczne turnieje piłkarskie organizowane przez Powiatowe czy Wojewódzkie Zrzeszenie LZS. Moi podopieczni powoływani byli wielokrotnie do kadry reprezentacji powiatu czy OZPN w Krośnie. Dwóch z nich: Grzegorz Serednicki oraz Jarek Fejdasz zakwalifikowali się do szkółki piłkarskiej Stali Rzeszów, a Daniel Noster do Ośrodka Piłkarskiego zorganizowanego przez Podkarpacki ZPN z siedzibą w Krośnie.

Pańską długoletnią działalność dostrzeżono poprzez liczne wyróżnienia.

Z perspektywy lat cieszę się i jest mi miło, że moja praca na rzecz sportu została zauważona i doceniona. A co do wyróżnień? Nigdy nie były one moim nadrzędnym celem. Po prostu przez te 55 lat aktywnej działalności sportowej nazbierało się dość dużo różnych dowodów uznania w postaci odznaczeń państwowych, resortowych i organizacyjnych, a także pucharów, odznak i dyplomów. Najwyżej z nich cenię sobie Brązowy i Srebrny Krzyż Zasługi (2006 i 2014 rok), Złotą Honorową Odznakę LZS oraz Brązowy Medal za Zasługi w Rozwoju Piłkarstwa w Polsce przyznany przez PZPN w Warszawie.

O sporcie nie zapomniał Pan pełniąc w latach 1994-1998 funkcję Wójta Gminy Dydnia. Co udało się wtedy zrealizować?

Muszę powiedzieć, że w latach 70-tych i 80-tych baza oświatowa, ale i sportowa w gminie należała do najgorszych nie tylko w skali powiatu, ale i województwa. Istniała wtedy niepisana moda na budowę ogromnych Domów Strażaka, a o innych potrzebnych obiektach zapominano. Wówczas na terenie całej gminy znajdowało się tylko jedno boisko piłkarskie i jedna sala gimnastyczna w Niebocku. Po wdrożeniu planu inwestycyjnego i przy ogromnym wsparciu ówczesnego Wojewody Krośnieńskiego Piotra Komornickiego oraz Krośnieńskiego Kuratora Oświaty Mariana Dudy udało się wybudować m.in. sale sportowe w Dydni i Jabłonce, zastępczą salę gimnastyczną w Końskiem, stadion wraz zapleczem w Dydni oraz systemem gospodarczym boisko piłkarskie w Grabówce. Baza sportowa została więc mocno ulepszona.

henryk 4Był Pan inicjatorem i organizatorem wielu ciekawych imprez sportowych. Jak Pan wspomina ten czas?

Wspomnienia są piękne. Patrząc wstecz uważam, że dobrze, że ludzie mają swoje określone pasje. Moją był sport, a dokładniej społeczna, bezinteresowna działalność. Wszystko co robiłem było warte tego, by później wspólnie przeżywać radości z odnoszonych zwycięstw, ale i smutki spowodowane porażkami. Największą nagrodą był zawsze dla mnie uśmiech wychowanków, ale też szacunek i uznanie ze strony rodziców.

Z perspektywy minionych 55 lat działalności może Pan stwierdzić, że teraźniejszy sport jest trochę inny niż ten sprzed pół wieku?

Dawniej podczas meczów piłkarskich czy innych zawodów sportowych zawodnicy rezerwowi z utęsknieniem czekali na decyzję trenera o wejściu na boisko. Na dodatek tej młodzieży było zdecydowanie więcej niż teraz. Obecnie istniejący niż demograficzny niejednokrotnie uniemożliwia w wielu środowiskach utworzenie pełnego składu drużyny. Poza tym dzieci i młodzież nie garną się tak do sportu jak wtedy. Coraz mniej jest też bezinteresownie działającej kadry trenerskiej. To wszystko bardzo utrudnia rozwój sportu – zwłaszcza tego amatorskiego.

Jakby Pan ocenił teraźniejsze podejście młodych ludzi do uprawiania sportu?

Niestety, ale gołym okiem widoczna jest wręcz chorobliwa niechęć do wysiłku fizycznego. Młodym pasuje wygodne, beztroskie życie oraz atrakcje w postaci komputera z internetem, laptopa czy telefonu. Te technologiczne nowinki pożerają wiele godzin i przyczyniają się do nieustannego pogarszania stanu zdrowia dzieci i młodzieży. Nie dziwi więc widok pustych boisk sportowych czy zimową porą ciemnych sal gimnastycznych. By próbować temu zapobiec, trzeba do młodego człowieka wychodzić z atrakcyjnymi propozycjami organizacji różnych imprez sportowych i rekreacyjnych. Kończąc, chciałbym zaapelować do ludzi sportu. Róbmy wszystko, by sport nadal był uprawiany z takim entuzjazmem i zapałem jak jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu.

Dziękuję więc za rozmowę, życzę dużo zdrowia i radości.

Rozmawiał Marek Szerszeń

primi sui motori con e-max